Kulisy pracy detektywa

Kulisy pracy detektywa

Jest kilka pytań, które stale padają z ust moich klientów. Pierwszym i często najważniejszym jest kwestia dyskrecji. Dyskrecji rozumianej dwojako. Po pierwsze jako dyskrecji działań, po drugie jako dyskrecji na temat uzyskanych informacji czy to tych pochodzących od klienta, czy też uzyskanych w toku prowadzenia sprawy. Zdarzają się też pytania o raport który przedstawiam, ilość zdjęć czy też po prostu sprzęt na którym pracuję i oczywiście kwestie finansowe. Postaram się przybliżyć wam te wszystkie zagadnienia :).

Szpieg z krainy deszczowców

Niepozorny sprzęt o dużych możliwościach
Niepozorny sprzęt o dużych możliwościach

W świadomości masowej panuje dziwne przekonanie na temat tego jak wygląda i zachowuje się prywatny detektyw. To fałszywe wyobrażenie budują media, często również przyczyniają się do tego sami prywatni detektywi. Wielu ludzi uważa, że przemierzamy ulice ubrani w prochowiec, w ręce trzymając duży aparat wyposażony w teleobiektyw. Niczym Don Pedro, szpieg z krainy deszczowców z bajki o Baltazarze Gąbce, tylko że w ciut nowocześniejszym wydaniu. Druga spora grupa ma wyobrażenie zgoła inne. Maluje im się obraz Jamesa Bonda pracującego w sektorze prywatnym.

Porucznik Columbo i jego prochowiec

Zawsze staram się wyglądać elegancko podczas spotkań z klientami, ale do pracy w terenie ubieram się jak najbardziej zwyczajnie. Podczas jednego z ostatnich spotkań potencjalny klient zapytał mnie  czy właśnie tak ubrany prowadzę działania operacyjne (skórzane półbuty, spodnie chinosy, odprasowana koszula z mankietami na spinki). Otóż nie, nie biegam śmiesznym krokiem po chodniku, nie noszę prochowca i nie cykam zdjęć z 30 metrów przy użyciu teleobiektywów. Kiedy pracuję w terenie wyglądam normalnie – bluza, dżinsowe spodnie, dwustronna kurtka. Używam małej cyfrowej kamery, która ma kosmiczny zoom i pozwala prowadzić skuteczną obserwację nawet z kilkuset metrów. Kiedy trzeba podejść bliżej lub nie ma możliwości użycia kamery, nagrywam lub robię zdjęcia telefonem komórkowym. Dyskrecja działań w moim zawodzie równa się ich skuteczności.

Zróbmy konferencję

Pewien znany „nie detektyw” działa w następujący sposób: bierze każą głośną medialnie sprawę i następnie organizuje szereg konferencji prasowych, nagłaśniając tę sprawę jeszcze bardziej (i przy okazji swoje nazwisko). W tej sytuacji uzasadniona się wydaje obawa zwykłego Kowalskiego o zachowanie dyskrecji zgłaszanej do detektywa sprawy. Jednak oprócz kilku osób pracujących w szołbiznesie i podających się za detektywów jest cała masa profesjonalistów. Oczywiście zdarzają się też przypadki gdzie dla dobra sprawy należy ją nagłośnić, mam tu głownie na myśli zaginięcia czy kradzieże, ale nawet w takiej sytuacji sprawę najpierw konsultujemy z rodziną i policją. To właśnie taki profesjonalizm działań gwarantuje pełną dyskrecję ze strony detektywa na każdym etapie pracy. Oprócz tego są też odpowiednie zapisy prawne chroniące potencjalnego klienta.

Dam panu kilka zdjęć

Zdarzyło mi się kilka razy poprawiać pracę po amatorach. Czasami pada pytanie od zleceniodawcy ile zdjęć mu oddam. Odpowiadam – ile tylko pan sobie zażyczy! Wszystko nagrywam, dostaje pan nagrania wideo, z których kadry wykorzystuję w raporcie. Raport opisuje całość moich działań, wszystko dostaje pan w wersji cyfrowej jak i papierowej. Wtedy pojawia się zdziwienie, że przede mną był pan, który za podobną lub nieznacznie niższą stawkę zrobił kilka zdjęć. Raport? Nie było. Pokazał licencję? Nie. Umowa? Nie zawsze…

Wyglądam tak jak Ty, mam jednak odpowiedni sprzęt i pozwolenia na wykonywaną działalność. Ale przede znam się na tym co robię i robię to dobrze.

Masz inne pytanie na temat pracy prywatnego detektywa? Chętnie odpowiem.

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *